''Oby to światełko w tunelu nie okazało się znów zapałką, która szybko zgaśnie''
Moje życie powoli zaczęło nabierać sensu, leciałam do Taty razem z Merry, a w dodatku na lotnisku mieli
czekać na mnie Janoskians. Martwiła mnie tylko ta sprawa z Vanessą, ani trochę nie przejmowała się tym, że nie będziemy się widzieć 2 miesiące. Miałam długą drogę przed sobą, ale jakoś mi zleciała trochę pogadałam z babcią, obejrzałam jakieś filmy, przeczytałam nawet książkę. Po długich godzinach męczącego lotu, wylądowaliśmy. Pierwszą osobą którą zobaczyłam po wyjściu z samolotu był mój kochany Tata, pociągnęłam Merry za rękę i pobiegłam do Ojca.
- Tato! Tyle czasu minęło w końcu mogę być przy tobie!
- Nic się nie zmieniłaś, a i widzę, że zapoznałaś się już ze swoją babcią.
- Tak to najlepszy...Nagle mnie zamurowało, zobaczyłam moje marzenie, moich 5 ideałów.
Nie wiedziałam czy mam podejść, czy mam tu zostać czy co mam robić. Powoli zbliżałam się do grupy komików, nie to nie w moim stylu, zaczęłam biec jak na maratonie. Tylko się nie zbłaźnij.
- Cześć ja miałam zrobić sobie z wami zdjęcie.
- O to ty. Okej róbmy to zdjęcie. Powiedział Jai.
Nie ukrywałam tego, że wymagam tylko zdjęcia. Dobra pamiątkowe zdjęcie gotowe.
- Słyszałem, ze poprosiłaś Maza o pomoc. Wtrącił Beau.
- Yyyy tak, bez jego pomocy pewnie nawet nie zwrócilibyście na mnie uwagi. Mam do was jeszcze jedną prośbę, zostaję tutaj na 2 miesiące, czy jeszcze kiedyś się spotkamy? Zapytałam z nadzieją.
- No oczywiście. Odpowiedział Beau.
- To świetnie wręcz, nie wiem, że ja nadal stoję na nogach, jesteście idealni! Tutaj macie mój numer telefonu, aktualnie będę w Sydney. Byłabym wdzięczna za wasze numery telefonów, nie będę ich rozpowszechniać, spoko. Zapiszę w pamiętniku. Zażartowałam
- Skontaktujemy się z tobą jak będziemy mieli czas. (Jai)
- My zawsze mamy czas dla Janoskianators. (Skip)
- Dobra to ja wam strasznie dziękuję, a co robicie dzisiaj wieczorem? Będziecie jeszcze w Sydney?
- Tak zostajemy do jutra, potem wracamy do Melbourne. (Skip)
- Czy mogę was przytulić? Zapytałam nieśmiało.
- Haha jeszcze się pytasz? Zaśmiał się Luke
Mocno przytuliłam każdego z osobna. Później oni poszli w swoją stronę, a ja w swoją. Wróciłam do Taty i Merry wzięłyśmy nasze bagaże i pojechałyśmy do domu mojego Taty, byłam strasznie podekscytowana nigdy wcześniej, u niego nie byłam. W aucie głównym tematem było to co u mnie ciekawego i co będziemy robić jutro. Dojechaliśmy, dom Taty robił duże wrażenie był dosyć duży, na dworze były takie atrakcje jak basen, biała altanka i mały ogródek. Weszliśmy do środka salon był strasznie duży i ładny, beżowe, lśniące płytki, wielkie okna, mleczno-kawowa sofa i fotele, średniej wysokości szklany stół, piękne białe zasłony, dopasowane meble. Ciężko było uwierzyć, że mieszka tam mój Tata. Myślałam, że lepiej być nie może,a jednak. W salonie na siedziała Vanessa! To dlatego nie martwiła się tym, że wylatuję! Szybko ją przytuliłam i uznałam iż to najlepszy dzień w moim życiu.
- To dzięki twojemu Tacie tutaj jestem, przyleciałam innym samolotem i będę mieszkać razem z wami.
- Wspaniale, idealnie, perfekcyjnie! Dziękuję za wszystko Tato!
Rozpakowałam się w ''Moim'' pokoju, tata zrobił go wcześniej z nadzieją, że kiedyś u niego zostanę.
Wróciłam do salonu gdzie czekała na mnie Van, Babcia, Tata i szklanka soku. Cały wieczór spędziliśmy na rozmawianiu. Tak minął mi mój 1 dzień w Australii.
__________________________________________________________________________
__________________________________________________________________________
Obudziłam się dość późno jak na mnie, z kuchni pachniało grzankami. Okazało się, że wstałam najpóźniej wszyscy byli już w kuchni i jedli śniadanie.
- Witaj skarbie, siadaj i zjadaj z nami. Powiedział Johnny
- Razem z twoim tatą i Merry zaplanowaliśmy cały dzień, zjadaj i się zbieraj bo zaraz idziemy na plaże. Dopowiedziała Van.
Szybko zjadłam śniadanie, i uszykowałam się na dzisiejsze wyjście. Nie było potrzeby jechać autem, plaża było zaledwie kilka kilometrów od domu Ojca. Kiedy doszliśmy na miejsce byłam pod wielkim wrażeniem, śliczne miejsce wprost idealne na zdjęcia, ale i odpoczynek. Rozłożyliśmy się , a pierwsze co po tym zrobiłam to wepchnęła Vanessę w ciuchach do wody. Niedługo później przypomniało mi się, że dzisiaj Janoskians wracają z powrotem do Melbourne. Postanowiłam zadzwonić do jednego z nich, wydawało mi się, że James na pewno odbierze, i dobrze mi się wydawało.
______________________________________________________________________________
______________________________________________________________________________
______________________________________________________________________________
5 Komntarzy = 4 Rozdział. Każdy Komentarz mnie motywuje! :)
Pozdrawiam

NMSCBVHJSKdnC grrr
OdpowiedzUsuńŚwietnie Nataleczko!!!
OdpowiedzUsuńCzy któryś z nich będzie synem Van?
OdpowiedzUsuńHehe... Więceej!!1
OdpowiedzUsuńpisz!!!!!!!
OdpowiedzUsuń