.
piątek, 28 lutego 2014
piątek, 14 lutego 2014
Rozdział 4
''Różnica między znajomymi a nieznajomymi jest mniejsza, niż się wydaje''
- Cześć przepraszam, że dzwonię tak niespodziewanie, ale może jeszcze dziwnym przypadkiem jesteście w Sydeny?
- Niestety właśnie jesteśmy w drodze do Melbourne.
- Ughh czemu ja mam takiego pecha, a może nie mielibyście nic przeciwko gdybym jeszcze się z wami spotkała? .
- Jasne ja jestem za, zapraszamy kiedy chcesz, pogadamy, może pomożesz nagrać nam nowy filmik.
- Kto to znowu, ona ughh. Usłyszałam głos w tle.
- To jak nie masz nic przeciwko to daj mi znać kiedy możemy się spotkać. Powiedziałam lekko rozdrażniona.
- Okej nie ma sprawy, do zobaczenia.
- Tak, paa. Odpowiedziałam zniechęcona.
Usiadłam na kocu po czym zaczęłam zastanawiać się, że może to zły pomysł, że ja tylko im przeszkadzam, że oni po prostu nie mają czasu dla jakiejś ''gówniary''. Po niedługiej chwili podbiegła do mnie Van.
- Co się stało, czemu ty nie w wodzie, czemu jeszcze mnie nie wepchałaś. Zaśmiała się.
- Aaa, no tak jakoś nie mam humoru.
- Co się stało?
- Wydaje mi się, że chłopcy z Janoskians nie mają najmniejszej ochoty by mnie oglądać.
- Przestań teraz się tym nie przejmuj zobaczysz niedługo będą Cię prosić o spotkanie. Obiecuję
- Okej,nie warto marnować czasu chodźmy wykorzystać nasz wolny czas. Uśmiechnęłam się udając, że wszystko w porządku.
Znów wepchnęłam Vanessę do wody co przyznam trochę poprawiło mi humor. Spędziliśmy na plaży cały dzień, a wieczorem tata zabrał nas do restauracji i to nie byle jakiej, jednej z lepszych w Sydney. Była nowoczesna ale i elegancka. Zjedliśmy przepyszną kolację, a następnie wróciliśmy do domu. Razem postanowiliśmy obejrzeć film, postawiliśmy na ''Piraci z Karaibów'' klasyka. Oglądając przyszedł do mnie sms, od Jamesa napisał, że mogę wpaść nawet teraz, było około 19 więc dość wcześnie. Powiedziałam o tym Vanessie.
- No to co za problem jedźmy tam. Powiedziała.
- No jest problem raz: nie mamy auta. Dwa: tata.
- Raz: Auto twojego taty. Dwa: pojedziemy jak zaśnie. Odpowiedziała jak by to nie był problem
- No okej, ale jakby co to zwalam wszystko na Ciebie. Uśmiechnęłam się.
- Niech Ci będzie.
Jak powiedziałyśmy tak zrobiłyśmy Johnny usnął dosyć wcześnie około 21 a Merry chwilę przed nim. Szybko przebrałam się w coś ładnego, i wsiadłyśmy do auta, moja przyjaciółka prowadziła. Kierowałyśmy się zgodnie ze wskazówkami Jamesa, jakoś dojechałyśmy. Dojechałyśmy pod dom który był rozświetlony jakby w środku było słońce. Niechętnie wysiadłam z auta i zapukałam, otworzył Jai.
- Oo to ty no ten ten, JAMES! krzyknął.
Chwilę poczekałam po czym chłopak zaprosił mnie do środka. Usiadłam przy stole przy którym również byli: Jai, Luke, Daniel, Beau i James. Właśnie rozmyślali nad nowym filmikiem, Jezuuuuuuu oni są tak idealni powiedziałam cicho ''rozklejając się'' na ich widok, Vanessa lekko mnie szturchnęła bym się ocknęła. To zdecydowanie nie było łatwe.
- A może ty masz jakiś pomysł emm... Powiedział jeden z nich (Beau)
- Cara nazywam się Cara. Uśmiechnęłam się myśląc w myśli jak to możliwe, że siedzę tutaj tak ''po prostu''
- To może ty coś nam wymyślisz. Uśmiechnął się.
- Emmm chwilka zaraz coś wymyślę.
- Dobra, dobra pomyślimy potem może najpierw się poznajmy. Zaproponował Skip.
A więc jak Daniel zaproponował tak zrobiliśmy, dowiedziałam się o nich wielu ciekawy rzeczy, strasznie mi imponowali, Vanessa tylko cały czas się ze mnie śmiała co przyznam iż jej się nie dziwię, bo na pewno wyglądałam komicznie. Mogłabym siedzieć z nimi cały czas są tacy idealni, było już około 3 w nocy.
- Nie chcę Ci przeszkadzać Cara, ale mniej więcej o której wstaje twój tata. Zapytała lekko wystraszona.
- Zazwyczaj około 9,10, a co?
- Nie zapominaj, że do Sydney mamy kawał drogi, a jest strasznie późno.
- Hej dziewczyny może przenocujecie u nas. (Beau)
- Cara, nie denerwuj mnie! Musimy wracać obiecałaś mi coś!
- Ughh no ale, ale, ale.
- Nie ''ale'' tylko jedziemy.
- Wpadajcie kiedy chcecie. Zaśmiał się Beau.
- Teraz to my zapraszamy. Zaśmiałam się po czym, Vanessa wyciągnęła mnie z ich domu siłą za ''fraki''
Dojechałyśmy około 7:30, Van odstawiła auto wyzerowała licznik, (po drodze jeszcze zatankowała) po cichu weszłyśmy do domu, tak, że nikt nas nie zauważył przebrałyśmy się w piżamy i położyłyśmy do łóżek. Na nasze nieszczęście nie mogłyśmy usnąć. Włączyłam jakiś film i tak oglądałyśmy. Po 9 wstała Merry i pierwsze co zajrzała do naszego pokoju, zobaczyła, ze wszystko w porządku, uśmiechnęła się i wyszła informując nas, że przygotuje śniadanie. Vanessa oznajmiła mi, iż już nigdy ze mną nie jedzie, po czym się zaśmiała.
_______________________________________________________________________________
_______________________________________________________________________________
_______________________________________________________________________________
5 Komentarzy = 5 Rozdział. Każdy komentarz mnie motywuje, jeżeli macie jakieś uwagi piszcie, a ja postaram się wam sprostać. :)
Pozdrawiam xx
-
- Cześć przepraszam, że dzwonię tak niespodziewanie, ale może jeszcze dziwnym przypadkiem jesteście w Sydeny?
- Niestety właśnie jesteśmy w drodze do Melbourne.
- Ughh czemu ja mam takiego pecha, a może nie mielibyście nic przeciwko gdybym jeszcze się z wami spotkała? .
- Jasne ja jestem za, zapraszamy kiedy chcesz, pogadamy, może pomożesz nagrać nam nowy filmik.
- Kto to znowu, ona ughh. Usłyszałam głos w tle.
- To jak nie masz nic przeciwko to daj mi znać kiedy możemy się spotkać. Powiedziałam lekko rozdrażniona.
- Okej nie ma sprawy, do zobaczenia.
- Tak, paa. Odpowiedziałam zniechęcona.
Usiadłam na kocu po czym zaczęłam zastanawiać się, że może to zły pomysł, że ja tylko im przeszkadzam, że oni po prostu nie mają czasu dla jakiejś ''gówniary''. Po niedługiej chwili podbiegła do mnie Van.
- Co się stało, czemu ty nie w wodzie, czemu jeszcze mnie nie wepchałaś. Zaśmiała się.
- Aaa, no tak jakoś nie mam humoru.
- Co się stało?
- Wydaje mi się, że chłopcy z Janoskians nie mają najmniejszej ochoty by mnie oglądać.
- Przestań teraz się tym nie przejmuj zobaczysz niedługo będą Cię prosić o spotkanie. Obiecuję
- Okej,nie warto marnować czasu chodźmy wykorzystać nasz wolny czas. Uśmiechnęłam się udając, że wszystko w porządku.
Znów wepchnęłam Vanessę do wody co przyznam trochę poprawiło mi humor. Spędziliśmy na plaży cały dzień, a wieczorem tata zabrał nas do restauracji i to nie byle jakiej, jednej z lepszych w Sydney. Była nowoczesna ale i elegancka. Zjedliśmy przepyszną kolację, a następnie wróciliśmy do domu. Razem postanowiliśmy obejrzeć film, postawiliśmy na ''Piraci z Karaibów'' klasyka. Oglądając przyszedł do mnie sms, od Jamesa napisał, że mogę wpaść nawet teraz, było około 19 więc dość wcześnie. Powiedziałam o tym Vanessie.
- No to co za problem jedźmy tam. Powiedziała.
- No jest problem raz: nie mamy auta. Dwa: tata.
- Raz: Auto twojego taty. Dwa: pojedziemy jak zaśnie. Odpowiedziała jak by to nie był problem
- No okej, ale jakby co to zwalam wszystko na Ciebie. Uśmiechnęłam się.
- Niech Ci będzie.
Jak powiedziałyśmy tak zrobiłyśmy Johnny usnął dosyć wcześnie około 21 a Merry chwilę przed nim. Szybko przebrałam się w coś ładnego, i wsiadłyśmy do auta, moja przyjaciółka prowadziła. Kierowałyśmy się zgodnie ze wskazówkami Jamesa, jakoś dojechałyśmy. Dojechałyśmy pod dom który był rozświetlony jakby w środku było słońce. Niechętnie wysiadłam z auta i zapukałam, otworzył Jai.
- Oo to ty no ten ten, JAMES! krzyknął.
Chwilę poczekałam po czym chłopak zaprosił mnie do środka. Usiadłam przy stole przy którym również byli: Jai, Luke, Daniel, Beau i James. Właśnie rozmyślali nad nowym filmikiem, Jezuuuuuuu oni są tak idealni powiedziałam cicho ''rozklejając się'' na ich widok, Vanessa lekko mnie szturchnęła bym się ocknęła. To zdecydowanie nie było łatwe.
- A może ty masz jakiś pomysł emm... Powiedział jeden z nich (Beau)
- Cara nazywam się Cara. Uśmiechnęłam się myśląc w myśli jak to możliwe, że siedzę tutaj tak ''po prostu''
- To może ty coś nam wymyślisz. Uśmiechnął się.
- Emmm chwilka zaraz coś wymyślę.
- Dobra, dobra pomyślimy potem może najpierw się poznajmy. Zaproponował Skip.
A więc jak Daniel zaproponował tak zrobiliśmy, dowiedziałam się o nich wielu ciekawy rzeczy, strasznie mi imponowali, Vanessa tylko cały czas się ze mnie śmiała co przyznam iż jej się nie dziwię, bo na pewno wyglądałam komicznie. Mogłabym siedzieć z nimi cały czas są tacy idealni, było już około 3 w nocy.
- Nie chcę Ci przeszkadzać Cara, ale mniej więcej o której wstaje twój tata. Zapytała lekko wystraszona.
- Zazwyczaj około 9,10, a co?
- Nie zapominaj, że do Sydney mamy kawał drogi, a jest strasznie późno.
- Hej dziewczyny może przenocujecie u nas. (Beau)
- Cara, nie denerwuj mnie! Musimy wracać obiecałaś mi coś!
- Ughh no ale, ale, ale.
- Nie ''ale'' tylko jedziemy.
- Wpadajcie kiedy chcecie. Zaśmiał się Beau.
- Teraz to my zapraszamy. Zaśmiałam się po czym, Vanessa wyciągnęła mnie z ich domu siłą za ''fraki''
Dojechałyśmy około 7:30, Van odstawiła auto wyzerowała licznik, (po drodze jeszcze zatankowała) po cichu weszłyśmy do domu, tak, że nikt nas nie zauważył przebrałyśmy się w piżamy i położyłyśmy do łóżek. Na nasze nieszczęście nie mogłyśmy usnąć. Włączyłam jakiś film i tak oglądałyśmy. Po 9 wstała Merry i pierwsze co zajrzała do naszego pokoju, zobaczyła, ze wszystko w porządku, uśmiechnęła się i wyszła informując nas, że przygotuje śniadanie. Vanessa oznajmiła mi, iż już nigdy ze mną nie jedzie, po czym się zaśmiała.
_______________________________________________________________________________
_______________________________________________________________________________
_______________________________________________________________________________
5 Komentarzy = 5 Rozdział. Każdy komentarz mnie motywuje, jeżeli macie jakieś uwagi piszcie, a ja postaram się wam sprostać. :)
Pozdrawiam xx
-
poniedziałek, 10 lutego 2014
Rozdział 3
''Oby to światełko w tunelu nie okazało się znów zapałką, która szybko zgaśnie''
Moje życie powoli zaczęło nabierać sensu, leciałam do Taty razem z Merry, a w dodatku na lotnisku mieli
czekać na mnie Janoskians. Martwiła mnie tylko ta sprawa z Vanessą, ani trochę nie przejmowała się tym, że nie będziemy się widzieć 2 miesiące. Miałam długą drogę przed sobą, ale jakoś mi zleciała trochę pogadałam z babcią, obejrzałam jakieś filmy, przeczytałam nawet książkę. Po długich godzinach męczącego lotu, wylądowaliśmy. Pierwszą osobą którą zobaczyłam po wyjściu z samolotu był mój kochany Tata, pociągnęłam Merry za rękę i pobiegłam do Ojca.
- Tato! Tyle czasu minęło w końcu mogę być przy tobie!
- Nic się nie zmieniłaś, a i widzę, że zapoznałaś się już ze swoją babcią.
- Tak to najlepszy...Nagle mnie zamurowało, zobaczyłam moje marzenie, moich 5 ideałów.
Nie wiedziałam czy mam podejść, czy mam tu zostać czy co mam robić. Powoli zbliżałam się do grupy komików, nie to nie w moim stylu, zaczęłam biec jak na maratonie. Tylko się nie zbłaźnij.
- Cześć ja miałam zrobić sobie z wami zdjęcie.
- O to ty. Okej róbmy to zdjęcie. Powiedział Jai.
Nie ukrywałam tego, że wymagam tylko zdjęcia. Dobra pamiątkowe zdjęcie gotowe.
- Słyszałem, ze poprosiłaś Maza o pomoc. Wtrącił Beau.
- Yyyy tak, bez jego pomocy pewnie nawet nie zwrócilibyście na mnie uwagi. Mam do was jeszcze jedną prośbę, zostaję tutaj na 2 miesiące, czy jeszcze kiedyś się spotkamy? Zapytałam z nadzieją.
- No oczywiście. Odpowiedział Beau.
- To świetnie wręcz, nie wiem, że ja nadal stoję na nogach, jesteście idealni! Tutaj macie mój numer telefonu, aktualnie będę w Sydney. Byłabym wdzięczna za wasze numery telefonów, nie będę ich rozpowszechniać, spoko. Zapiszę w pamiętniku. Zażartowałam
- Skontaktujemy się z tobą jak będziemy mieli czas. (Jai)
- My zawsze mamy czas dla Janoskianators. (Skip)
- Dobra to ja wam strasznie dziękuję, a co robicie dzisiaj wieczorem? Będziecie jeszcze w Sydney?
- Tak zostajemy do jutra, potem wracamy do Melbourne. (Skip)
- Czy mogę was przytulić? Zapytałam nieśmiało.
- Haha jeszcze się pytasz? Zaśmiał się Luke
Mocno przytuliłam każdego z osobna. Później oni poszli w swoją stronę, a ja w swoją. Wróciłam do Taty i Merry wzięłyśmy nasze bagaże i pojechałyśmy do domu mojego Taty, byłam strasznie podekscytowana nigdy wcześniej, u niego nie byłam. W aucie głównym tematem było to co u mnie ciekawego i co będziemy robić jutro. Dojechaliśmy, dom Taty robił duże wrażenie był dosyć duży, na dworze były takie atrakcje jak basen, biała altanka i mały ogródek. Weszliśmy do środka salon był strasznie duży i ładny, beżowe, lśniące płytki, wielkie okna, mleczno-kawowa sofa i fotele, średniej wysokości szklany stół, piękne białe zasłony, dopasowane meble. Ciężko było uwierzyć, że mieszka tam mój Tata. Myślałam, że lepiej być nie może,a jednak. W salonie na siedziała Vanessa! To dlatego nie martwiła się tym, że wylatuję! Szybko ją przytuliłam i uznałam iż to najlepszy dzień w moim życiu.
- To dzięki twojemu Tacie tutaj jestem, przyleciałam innym samolotem i będę mieszkać razem z wami.
- Wspaniale, idealnie, perfekcyjnie! Dziękuję za wszystko Tato!
Rozpakowałam się w ''Moim'' pokoju, tata zrobił go wcześniej z nadzieją, że kiedyś u niego zostanę.
Wróciłam do salonu gdzie czekała na mnie Van, Babcia, Tata i szklanka soku. Cały wieczór spędziliśmy na rozmawianiu. Tak minął mi mój 1 dzień w Australii.
__________________________________________________________________________
__________________________________________________________________________
Obudziłam się dość późno jak na mnie, z kuchni pachniało grzankami. Okazało się, że wstałam najpóźniej wszyscy byli już w kuchni i jedli śniadanie.
- Witaj skarbie, siadaj i zjadaj z nami. Powiedział Johnny
- Razem z twoim tatą i Merry zaplanowaliśmy cały dzień, zjadaj i się zbieraj bo zaraz idziemy na plaże. Dopowiedziała Van.
Szybko zjadłam śniadanie, i uszykowałam się na dzisiejsze wyjście. Nie było potrzeby jechać autem, plaża było zaledwie kilka kilometrów od domu Ojca. Kiedy doszliśmy na miejsce byłam pod wielkim wrażeniem, śliczne miejsce wprost idealne na zdjęcia, ale i odpoczynek. Rozłożyliśmy się , a pierwsze co po tym zrobiłam to wepchnęła Vanessę w ciuchach do wody. Niedługo później przypomniało mi się, że dzisiaj Janoskians wracają z powrotem do Melbourne. Postanowiłam zadzwonić do jednego z nich, wydawało mi się, że James na pewno odbierze, i dobrze mi się wydawało.
______________________________________________________________________________
______________________________________________________________________________
______________________________________________________________________________
5 Komntarzy = 4 Rozdział. Każdy Komentarz mnie motywuje! :)
Pozdrawiam
Moje życie powoli zaczęło nabierać sensu, leciałam do Taty razem z Merry, a w dodatku na lotnisku mieli
czekać na mnie Janoskians. Martwiła mnie tylko ta sprawa z Vanessą, ani trochę nie przejmowała się tym, że nie będziemy się widzieć 2 miesiące. Miałam długą drogę przed sobą, ale jakoś mi zleciała trochę pogadałam z babcią, obejrzałam jakieś filmy, przeczytałam nawet książkę. Po długich godzinach męczącego lotu, wylądowaliśmy. Pierwszą osobą którą zobaczyłam po wyjściu z samolotu był mój kochany Tata, pociągnęłam Merry za rękę i pobiegłam do Ojca.
- Tato! Tyle czasu minęło w końcu mogę być przy tobie!
- Nic się nie zmieniłaś, a i widzę, że zapoznałaś się już ze swoją babcią.
- Tak to najlepszy...Nagle mnie zamurowało, zobaczyłam moje marzenie, moich 5 ideałów.
Nie wiedziałam czy mam podejść, czy mam tu zostać czy co mam robić. Powoli zbliżałam się do grupy komików, nie to nie w moim stylu, zaczęłam biec jak na maratonie. Tylko się nie zbłaźnij.
- Cześć ja miałam zrobić sobie z wami zdjęcie.
- O to ty. Okej róbmy to zdjęcie. Powiedział Jai.
Nie ukrywałam tego, że wymagam tylko zdjęcia. Dobra pamiątkowe zdjęcie gotowe.
- Słyszałem, ze poprosiłaś Maza o pomoc. Wtrącił Beau.
- Yyyy tak, bez jego pomocy pewnie nawet nie zwrócilibyście na mnie uwagi. Mam do was jeszcze jedną prośbę, zostaję tutaj na 2 miesiące, czy jeszcze kiedyś się spotkamy? Zapytałam z nadzieją.
- No oczywiście. Odpowiedział Beau.
- To świetnie wręcz, nie wiem, że ja nadal stoję na nogach, jesteście idealni! Tutaj macie mój numer telefonu, aktualnie będę w Sydney. Byłabym wdzięczna za wasze numery telefonów, nie będę ich rozpowszechniać, spoko. Zapiszę w pamiętniku. Zażartowałam
- Skontaktujemy się z tobą jak będziemy mieli czas. (Jai)
- My zawsze mamy czas dla Janoskianators. (Skip)
- Dobra to ja wam strasznie dziękuję, a co robicie dzisiaj wieczorem? Będziecie jeszcze w Sydney?
- Tak zostajemy do jutra, potem wracamy do Melbourne. (Skip)
- Czy mogę was przytulić? Zapytałam nieśmiało.
- Haha jeszcze się pytasz? Zaśmiał się Luke
Mocno przytuliłam każdego z osobna. Później oni poszli w swoją stronę, a ja w swoją. Wróciłam do Taty i Merry wzięłyśmy nasze bagaże i pojechałyśmy do domu mojego Taty, byłam strasznie podekscytowana nigdy wcześniej, u niego nie byłam. W aucie głównym tematem było to co u mnie ciekawego i co będziemy robić jutro. Dojechaliśmy, dom Taty robił duże wrażenie był dosyć duży, na dworze były takie atrakcje jak basen, biała altanka i mały ogródek. Weszliśmy do środka salon był strasznie duży i ładny, beżowe, lśniące płytki, wielkie okna, mleczno-kawowa sofa i fotele, średniej wysokości szklany stół, piękne białe zasłony, dopasowane meble. Ciężko było uwierzyć, że mieszka tam mój Tata. Myślałam, że lepiej być nie może,a jednak. W salonie na siedziała Vanessa! To dlatego nie martwiła się tym, że wylatuję! Szybko ją przytuliłam i uznałam iż to najlepszy dzień w moim życiu.
- To dzięki twojemu Tacie tutaj jestem, przyleciałam innym samolotem i będę mieszkać razem z wami.
- Wspaniale, idealnie, perfekcyjnie! Dziękuję za wszystko Tato!
Rozpakowałam się w ''Moim'' pokoju, tata zrobił go wcześniej z nadzieją, że kiedyś u niego zostanę.
Wróciłam do salonu gdzie czekała na mnie Van, Babcia, Tata i szklanka soku. Cały wieczór spędziliśmy na rozmawianiu. Tak minął mi mój 1 dzień w Australii.
__________________________________________________________________________
__________________________________________________________________________
Obudziłam się dość późno jak na mnie, z kuchni pachniało grzankami. Okazało się, że wstałam najpóźniej wszyscy byli już w kuchni i jedli śniadanie.
- Witaj skarbie, siadaj i zjadaj z nami. Powiedział Johnny
- Razem z twoim tatą i Merry zaplanowaliśmy cały dzień, zjadaj i się zbieraj bo zaraz idziemy na plaże. Dopowiedziała Van.
Szybko zjadłam śniadanie, i uszykowałam się na dzisiejsze wyjście. Nie było potrzeby jechać autem, plaża było zaledwie kilka kilometrów od domu Ojca. Kiedy doszliśmy na miejsce byłam pod wielkim wrażeniem, śliczne miejsce wprost idealne na zdjęcia, ale i odpoczynek. Rozłożyliśmy się , a pierwsze co po tym zrobiłam to wepchnęła Vanessę w ciuchach do wody. Niedługo później przypomniało mi się, że dzisiaj Janoskians wracają z powrotem do Melbourne. Postanowiłam zadzwonić do jednego z nich, wydawało mi się, że James na pewno odbierze, i dobrze mi się wydawało.
______________________________________________________________________________
______________________________________________________________________________
______________________________________________________________________________
5 Komntarzy = 4 Rozdział. Każdy Komentarz mnie motywuje! :)
Pozdrawiam
niedziela, 9 lutego 2014
Rozdział 2
''Łatwiejsze może się okazać zmierzenie z problemem niż czekanie i liczenie na cud''
Bez pukania wbiegłam do domu Przyjaciółki, zastałam ją w kuchni, właśnie piła kawę.
- Oh, cześć Chan, wyglądasz na zmartwioną. Czy coś się stało? Zapytała zaniepokojona.
- Szybko zbieraj się muszę Ci coś pokazać, wszystko wyjaśnię Ci po drodze.
- Okej, tylko daj mi ubrać buty. Zaśmiała się.
Vanessa ubrała buty i wyszłyśmy z domu. Postanowiłam poznać ją z Merry, droga do antykwariatu była dość długa bym mogła jej wszystko wytłumaczyć. Po około 30 minutach dotarłyśmy, otworzyłam znajome mi drzwi, po pomieszczeniu przechadzała się moja Babcia, jak na razie wolę mówić na nią Merry, minie trochę czasu zanim się oswoję i będę mówić Babcia.
- Cześć Merry! Przepraszam trochę czasu minie zanim oswoję się ze słowem babciu.
- O Witaj Chanel. Odpowiedziała kobieta, po czym zaprosiła nas do środka.
Jej mieszkanie było połączone z antykwariatem którym się zajmowała. Robiło to nie małe wrażenie, zabytkowy budynek na zewnątrz nie przyciągał tak wielkiej uwagi jak w środku. Drewniane lakierowane meble, mnóstwo zabytków, każdy kąt miał jakąś historię, fascynujące.
- Otóż ''Babciu'' to jest moja jedyna, najwspanialsza przyjaciółka Vanessa.
- Miło Cię poznać Vanessa, Jestem Merry. Powiedziała sympatyczna staruszka.
- Dobrze, mi także bardzo miło Panią poznać.
- Proszę... Mów mi Merry, wtedy czuję się młodziej. Zażartowała.
Jeszcze trochę porozmawiałyśmy po czym obiecałam, że będę utrzymywać z Babcią kontakt mimo wszystko. W ten dzień postanowiłam wybrać się jeszcze na zakupy razem z Van. Zaszłyśmy do kilku lubianych przez siebie sklepów, prócz tego poszłyśmy po ulubione soki owocowe. Tak minął nam prawie cały dzień, poprosiłam przyjaciółkę by pomogła mi się spakować, zgodziła się. Postawiłam na wygodne, ale i ładne rzeczy. No cóż te 24 godziny minęły mi na prawdę szybko, może dlatego, że już jutro miałam wyjazd.
Odprowadziłam Vanessę. Po powrocie do domu porozmawiałam jeszcze trochę z mamą i położyłam się spać.
______________________________________________________________________________
Obudził mnie dość wcześnie telefon, zgadnijcie kto dzwonił, oczywiście Maz.
- Cześć, przeszkadzam ? Zapytał niewinnym głosem.
- Nie, co z tego, że jest 7 rano. Odpowiedziałam sarkastycznie.
- Ja wiem, przepraszam, ale to strasznie ważne
- No dobra, nawijaj.
- A więc pogadałem trochę z chłopakami, i zgodzili się na wspólne zdjęcie, jak już będziesz w Australii, o której wylatujesz?
- o11.
- Będą czekali na ciebie na lotnisku.
- Jezu,ja, ja nie wiem jak mam Ci dziękować. Powiedziałam piszcząc do słuchawki.
- Nie ma sprawy, kiedyś postawisz mi pizzę. Zaśmiał się.
- Ja Ci za to, to kupię miliony pizzy, dziękuję.
- Dobra, dobra ja kończę paa.
-Paa i dziękuję. Powtórzyłam
Wow no to moje marzenie się spełniło. Wiedziałam, że już nie usnę, cieszyłam się jak dziecko które dostało kucyka. Poszłam do łazienki w celu odświeżenia się i ubrania. Cały czas nie mogłam w to uwierzyć, podekscytowana zadzwoniłam po Van by przyszła do mnie wcześniej niż się umawiałyśmy. Na nią nie trzeba długo czekać zjawiła się nie całe 10 minut, po moim sygnale. No, ale cóż kto ma prawo jazdy, może więcej.
- Jejku ja nie chcę się z tobą żegnać. Powiedziałam ze łzami w oczach.
- Ja też nie, ale spokojnie jeszcze się zobaczymy.
Ku mojemu zdziwieniu Vanessa nie przejmowała się tym tak bardzo, że nie będzie widziała mnie ponad 2 miesiące. Zaczęłyśmy wspominać nasze wspólne dzieciństwo, aż łzy kręciły nam się w oczach.
- Chanel! Van! Jedziemy! Krzyknęła Mama
Wsiadłyśmy do auta, po godzinie byłyśmy na lotnisku. Rozpłakałam się przytulając mamę i Vanessę to jedne z 3 kobiet najważniejszych w moim życiu. Wsiadłam do samolotu, przykleiłam się do szyby łkając i machając Części rodziny. Siedziałam sama, lecz po chwili dosiadła się do mnie jakaś kobieta, spojrzałam na nią ponownie. To była MERRY! Leciała ze mną do Taty!
_________________________________________________________________
_________________________________________________________________
_________________________________________________________________
5 komentarzy = 3 rozdział. Każdy komentarz mnie motywuje .
:)
Bez pukania wbiegłam do domu Przyjaciółki, zastałam ją w kuchni, właśnie piła kawę.
- Oh, cześć Chan, wyglądasz na zmartwioną. Czy coś się stało? Zapytała zaniepokojona.
- Szybko zbieraj się muszę Ci coś pokazać, wszystko wyjaśnię Ci po drodze.
- Okej, tylko daj mi ubrać buty. Zaśmiała się.
Vanessa ubrała buty i wyszłyśmy z domu. Postanowiłam poznać ją z Merry, droga do antykwariatu była dość długa bym mogła jej wszystko wytłumaczyć. Po około 30 minutach dotarłyśmy, otworzyłam znajome mi drzwi, po pomieszczeniu przechadzała się moja Babcia, jak na razie wolę mówić na nią Merry, minie trochę czasu zanim się oswoję i będę mówić Babcia.
- Cześć Merry! Przepraszam trochę czasu minie zanim oswoję się ze słowem babciu.
- O Witaj Chanel. Odpowiedziała kobieta, po czym zaprosiła nas do środka.
Jej mieszkanie było połączone z antykwariatem którym się zajmowała. Robiło to nie małe wrażenie, zabytkowy budynek na zewnątrz nie przyciągał tak wielkiej uwagi jak w środku. Drewniane lakierowane meble, mnóstwo zabytków, każdy kąt miał jakąś historię, fascynujące.
- Otóż ''Babciu'' to jest moja jedyna, najwspanialsza przyjaciółka Vanessa.
- Miło Cię poznać Vanessa, Jestem Merry. Powiedziała sympatyczna staruszka.
- Dobrze, mi także bardzo miło Panią poznać.
- Proszę... Mów mi Merry, wtedy czuję się młodziej. Zażartowała.
Jeszcze trochę porozmawiałyśmy po czym obiecałam, że będę utrzymywać z Babcią kontakt mimo wszystko. W ten dzień postanowiłam wybrać się jeszcze na zakupy razem z Van. Zaszłyśmy do kilku lubianych przez siebie sklepów, prócz tego poszłyśmy po ulubione soki owocowe. Tak minął nam prawie cały dzień, poprosiłam przyjaciółkę by pomogła mi się spakować, zgodziła się. Postawiłam na wygodne, ale i ładne rzeczy. No cóż te 24 godziny minęły mi na prawdę szybko, może dlatego, że już jutro miałam wyjazd.
Odprowadziłam Vanessę. Po powrocie do domu porozmawiałam jeszcze trochę z mamą i położyłam się spać.
______________________________________________________________________________
Obudził mnie dość wcześnie telefon, zgadnijcie kto dzwonił, oczywiście Maz.
- Cześć, przeszkadzam ? Zapytał niewinnym głosem.
- Nie, co z tego, że jest 7 rano. Odpowiedziałam sarkastycznie.
- Ja wiem, przepraszam, ale to strasznie ważne
- No dobra, nawijaj.
- A więc pogadałem trochę z chłopakami, i zgodzili się na wspólne zdjęcie, jak już będziesz w Australii, o której wylatujesz?
- o11.
- Będą czekali na ciebie na lotnisku.
- Jezu,ja, ja nie wiem jak mam Ci dziękować. Powiedziałam piszcząc do słuchawki.
- Nie ma sprawy, kiedyś postawisz mi pizzę. Zaśmiał się.
- Ja Ci za to, to kupię miliony pizzy, dziękuję.
- Dobra, dobra ja kończę paa.
-Paa i dziękuję. Powtórzyłam
Wow no to moje marzenie się spełniło. Wiedziałam, że już nie usnę, cieszyłam się jak dziecko które dostało kucyka. Poszłam do łazienki w celu odświeżenia się i ubrania. Cały czas nie mogłam w to uwierzyć, podekscytowana zadzwoniłam po Van by przyszła do mnie wcześniej niż się umawiałyśmy. Na nią nie trzeba długo czekać zjawiła się nie całe 10 minut, po moim sygnale. No, ale cóż kto ma prawo jazdy, może więcej.
- Jejku ja nie chcę się z tobą żegnać. Powiedziałam ze łzami w oczach.
- Ja też nie, ale spokojnie jeszcze się zobaczymy.
Ku mojemu zdziwieniu Vanessa nie przejmowała się tym tak bardzo, że nie będzie widziała mnie ponad 2 miesiące. Zaczęłyśmy wspominać nasze wspólne dzieciństwo, aż łzy kręciły nam się w oczach.
- Chanel! Van! Jedziemy! Krzyknęła Mama
Wsiadłyśmy do auta, po godzinie byłyśmy na lotnisku. Rozpłakałam się przytulając mamę i Vanessę to jedne z 3 kobiet najważniejszych w moim życiu. Wsiadłam do samolotu, przykleiłam się do szyby łkając i machając Części rodziny. Siedziałam sama, lecz po chwili dosiadła się do mnie jakaś kobieta, spojrzałam na nią ponownie. To była MERRY! Leciała ze mną do Taty!
_________________________________________________________________
_________________________________________________________________
_________________________________________________________________
5 komentarzy = 3 rozdział. Każdy komentarz mnie motywuje .
:)
poniedziałek, 3 lutego 2014
Rozdział 1
Początek Wakacji. Jestem u Vanessy właśnie kończymy oglądać film, lubię u niej przebywać, jest tutaj tak cicho, przytulnie i miło. To zdecydowanie jedno z moich ulubionych miejsc, ma piękny salon, mały nowoczesny kominek dodaje mu eleganckiego wyglądu, beżowe fotele są wygodniejsze niż moje łóżko, a szklany stolik do kawy zdecydowanie dopełnia akcent tego pomieszczenia. Zbliża się godzina 22.
- Van przepraszam, ale muszę już lecieć, mam dzisiaj rozmowę z mamą o wyjeździe do Taty. Wtrąciłam
- Achh spoko, ale rozumiem, że jutro znowu do mnie zawitasz. Powiedziała uśmiechając się szczerze.
- Tak oczywiście, ale obiecaj mi, że jeśli się uda to lecisz ze mną do Australii, ojciec się zgodzi, w sumie to nawet mówiłam mu już wcześniej, że jak przylecę to z tobą.
- No jasne, jak by inaczej. Zaśmiała się.
Z trudem wstałam z miękkiego fotela, i ruszyłam do przedpokoju, ubrałam białe, lekko obudzone, niskie trampki. Pożegnałam się z Vanessą i wyszłam z idealnego domu. Ciemny płaszcz nocy przykrył jasne niebo, starałam iść się główną ulicą, ponieważ Londyn roi się od dziwnych typów, tym bardziej o tej godzinie. Przechodząc obok starego antykwariatu poczułam zimny dotyk czyjejś dłoni, momentalnie obróciłam się i ujrzałam straszą kobietę, mimo to bardzo zadbaną. Przez chwilę odebrało mi mowę, po czym staruszka zapewniła mnie, że nie mam czego się bać i zaprosiła mnie do środka. Usiadłyśmy przy drewnianym, brązowo lakierowanym stole.
- Jezu jak ty strasznie wyrosłaś. Zaczęła nieznajoma.
- Przepraszam, ale chyba Pani mnie z kimś pomyliła. Nie chyba, a na pewno pomyślałam.
- Och przepraszam, przecież mam Ci tyle do wyjaśnienia, ale obiecaj mi, nie wspominaj o naszym spotkaniu mamie, dobrze? Nazywam się Merry
- Emmm tak dobrze, dobrze.
- To może zabrzmieć troche dziwnie i nie naturalnie, ale jestem twoją babcią, matką twojego taty. Widziałam Cię tylko raz w życiu, kiedy byłaś jeszcze mała, na pewno nie pamiętasz. Po rozwodzie twoich rodziców, Elena zabroniła mi jakiegokolwiek kontaktu z tobą, ponieważ uważała, że będę miała na ciebie zły wpływ.
- Żartuje Pani... Powiedziałam z nie dowierzaniem.
Kobieta ściągnęła z szyi złotawy, pięknie ozdobiony naszyjnik, podała mi go do ręki, i kiwnęła głową, dając znak bym go otworzyła. W środku były 2 zdjęcia na pierwszym był mój tata, zaś na drugim ja.
- Dobrze teraz Pani wierzę. Uśmiechnęłam się i oddałam Staruszce wisiorek.
- Proszę mów mi babciu. Powiedziała ze szczerym uśmiechem staruszka.
- Tyle lat życia w kłamstwie, to straszne, ale nie martw się ''Babciu'' nadrobimy razem, stracony czas.
- Jesteś bardzo mądrą i miłą dziewczyną, jestem dumna, że mam taką wnuczkę. Powiedziała Babcia ze łzami w oczach po czym mocno mnie przytuliła. Zegar głośno wybił 22:30.
- Przepraszam, ale muszę już iść, mama i tak będzie zła.
- Proszę, może odwiedzisz mnie jeszcze jutro? Zapytała z nadzieją kobieta
- Dobrze postaram się. Odpowiedziałam z uśmiechem.
Wyszłam z antykwariatu i dosłownie pobiegłam do domu, stanęłam w progu drzwi zasapana, zrzuciłam brudne buty, i weszłam do salonu gdzie czekała na mnie mama.
- Co tak późno? Zapytała z lekkim zdenerwowaniem.
Nie miałam zamiaru powiedzieć jej o Merry.
- Yyyy dość przedłużyło mi się u Vanessy, ten film strasznie nas wciągnął.
- Dobra, dobra już się nie tłumacz siadaj.
- To jak mogę lecieć do Taty? Zapytałam pełna nadziei
- Rozmawiałam dużo z twoim Ojcem i zdecydowałam, że przyda ci się trochę wypoczynku.
- Jejciu! Na prawdę?! Dziękuję !
- Wylatujesz już po jutrze radzę Ci się szykować. Powiedziała mama, z uśmiechem.
- Ok to ja pójdę się spakować, i miałam mówić jutro rano idę jeszcze do Van
- Dobrze dobrze.
Poszłam wziąć ciepły prysznic, przebrałam się w piżamy, włączyłam sobie film, dokładniej Harry'ego Potter'a. Uwielbiam oglądać filmy, a zwłaszcza fantastyczne. Szybko zasnęłam, zbyt dużo emocji jak na jeden dzień.
______________________________________________________________
Zadzwonił mój telefon to budzik, zapomniała go przestawić 6:00, a ja już nie usnę świetnie. Poszłam do łazienki umyłam zęby, przebrałam się, nałożyłam lekki makijaż, i udałam się do kuchni by zjeść śniadanie, jak zwykle dylemat, co by spożyć. Postawiłam na musli z truskawkami, i jogurtem naturalnym, wpiłam także szklankę soku pomarańczowego. Było około 8:00, chciałam powiedzieć mamie, że wychodzę niestety jeszcze spała, zostawiłam jej kartkę na której poinformowałam ją iż wychodzę i nie wiem o której wrócę, ale będę pod telefonem. Ubrałam czarne rurki, Szarą bluzę z napisem ''BOY'' i białe zniszczone trampki, tak to zdecydowanie mój ulubiony strój wygodny, ale ładny. Wyszłam z domu, początkowo miałam iść do Van, ale wszystkie plany się splątały. Przechodziłam właśnie przez park, gdzie natknęłam się na Maza, moja mina była bez cenna
- Hej, Cześć, bardzo Cię lubię oglądam twoje Vblogi.
O mój boże jak zwykle się zbłaźniłam, ale najważniejsze to nie dać po sobie tego poznać
- O cześć jak tam ? Zapytał uśmiechając się, zauważył moje zaniepokojenie.
- Mam prośbę, możemy porozmawiać? Masz Czas?
- Tak czemu nie.
- a więc znasz Janoskians tak?
- Tak to spoko chłopaki, są fajni przed kamerami i poza nimi.
- Jestem Janoskianator, byłabym w niebo wzięta gdybym mogła ich poznać, spotkać, zobaczyć.
- Aktualnie są w Australii, więc wątpię, by udało Ci się ich tutaj spotkać.
- Lecę do Australii jutro, mieszka tam mój tata.
- O no to świetnie, postaram się Ci pomóc. Jeszcze nikt wcześniej mnie o to nie prosił, ale jeśli to ma spełnić twoje marzenia...
- Jeju jesteś świetny, dziękuję!
- Nie obiecuję, że mi się uda, ale jakby co to możesz na mnie liczyć. Powiedział uśmiechając się.
- A my możemy się przyjaźnić? Zapytałam z nadzieją.
- Tak oczywiście, kto by nie chciał kolegować się z taką miłą, spokojną osóbką.
- Spokojna to ja nie jestem, miła owszem. Odpowiedziałam zadziornie.
Maz pogadał ze mną jeszcze trochę, zostawił mi swój numer telefonu uznał, że jestem całkiem fajna i musimy jeszcze kiedyś pogadać. Było około 10 kiedy skończyłam z nim rozmawiać. Pożegnałam się , i ruszyłam do Van, całą drogę próbowałam sobie uświadomić, że gadałam z nim tak całkiem na luzie, wow. Szybkim krokiem dotarłam do domu Vanessy, musiałam jej wszystko odpowiedzieć, tak zdecydowanie zbyt dużo emocji.
____________________________________________________________________
____________________________________________________________________
____________________________________________________________________
Na razie się wszystko rozkręca to może trochę nudno, ale gwarantuje, że z każdym kolejnym rozdziałem będzie ciekawiej :)
5 komentarzy = 2 rozdział
każdy komentarz mnie motywuje :)
- Van przepraszam, ale muszę już lecieć, mam dzisiaj rozmowę z mamą o wyjeździe do Taty. Wtrąciłam
- Achh spoko, ale rozumiem, że jutro znowu do mnie zawitasz. Powiedziała uśmiechając się szczerze.
- Tak oczywiście, ale obiecaj mi, że jeśli się uda to lecisz ze mną do Australii, ojciec się zgodzi, w sumie to nawet mówiłam mu już wcześniej, że jak przylecę to z tobą.
- No jasne, jak by inaczej. Zaśmiała się.
Z trudem wstałam z miękkiego fotela, i ruszyłam do przedpokoju, ubrałam białe, lekko obudzone, niskie trampki. Pożegnałam się z Vanessą i wyszłam z idealnego domu. Ciemny płaszcz nocy przykrył jasne niebo, starałam iść się główną ulicą, ponieważ Londyn roi się od dziwnych typów, tym bardziej o tej godzinie. Przechodząc obok starego antykwariatu poczułam zimny dotyk czyjejś dłoni, momentalnie obróciłam się i ujrzałam straszą kobietę, mimo to bardzo zadbaną. Przez chwilę odebrało mi mowę, po czym staruszka zapewniła mnie, że nie mam czego się bać i zaprosiła mnie do środka. Usiadłyśmy przy drewnianym, brązowo lakierowanym stole.
- Jezu jak ty strasznie wyrosłaś. Zaczęła nieznajoma.
- Przepraszam, ale chyba Pani mnie z kimś pomyliła. Nie chyba, a na pewno pomyślałam.
- Och przepraszam, przecież mam Ci tyle do wyjaśnienia, ale obiecaj mi, nie wspominaj o naszym spotkaniu mamie, dobrze? Nazywam się Merry
- Emmm tak dobrze, dobrze.
- To może zabrzmieć troche dziwnie i nie naturalnie, ale jestem twoją babcią, matką twojego taty. Widziałam Cię tylko raz w życiu, kiedy byłaś jeszcze mała, na pewno nie pamiętasz. Po rozwodzie twoich rodziców, Elena zabroniła mi jakiegokolwiek kontaktu z tobą, ponieważ uważała, że będę miała na ciebie zły wpływ.
- Żartuje Pani... Powiedziałam z nie dowierzaniem.
Kobieta ściągnęła z szyi złotawy, pięknie ozdobiony naszyjnik, podała mi go do ręki, i kiwnęła głową, dając znak bym go otworzyła. W środku były 2 zdjęcia na pierwszym był mój tata, zaś na drugim ja.
- Dobrze teraz Pani wierzę. Uśmiechnęłam się i oddałam Staruszce wisiorek.
- Proszę mów mi babciu. Powiedziała ze szczerym uśmiechem staruszka.
- Tyle lat życia w kłamstwie, to straszne, ale nie martw się ''Babciu'' nadrobimy razem, stracony czas.
- Jesteś bardzo mądrą i miłą dziewczyną, jestem dumna, że mam taką wnuczkę. Powiedziała Babcia ze łzami w oczach po czym mocno mnie przytuliła. Zegar głośno wybił 22:30.
- Przepraszam, ale muszę już iść, mama i tak będzie zła.
- Proszę, może odwiedzisz mnie jeszcze jutro? Zapytała z nadzieją kobieta
- Dobrze postaram się. Odpowiedziałam z uśmiechem.
Wyszłam z antykwariatu i dosłownie pobiegłam do domu, stanęłam w progu drzwi zasapana, zrzuciłam brudne buty, i weszłam do salonu gdzie czekała na mnie mama.
- Co tak późno? Zapytała z lekkim zdenerwowaniem.
Nie miałam zamiaru powiedzieć jej o Merry.
- Yyyy dość przedłużyło mi się u Vanessy, ten film strasznie nas wciągnął.
- Dobra, dobra już się nie tłumacz siadaj.
- To jak mogę lecieć do Taty? Zapytałam pełna nadziei
- Rozmawiałam dużo z twoim Ojcem i zdecydowałam, że przyda ci się trochę wypoczynku.
- Jejciu! Na prawdę?! Dziękuję !
- Wylatujesz już po jutrze radzę Ci się szykować. Powiedziała mama, z uśmiechem.
- Ok to ja pójdę się spakować, i miałam mówić jutro rano idę jeszcze do Van
- Dobrze dobrze.
Poszłam wziąć ciepły prysznic, przebrałam się w piżamy, włączyłam sobie film, dokładniej Harry'ego Potter'a. Uwielbiam oglądać filmy, a zwłaszcza fantastyczne. Szybko zasnęłam, zbyt dużo emocji jak na jeden dzień.
______________________________________________________________
Zadzwonił mój telefon to budzik, zapomniała go przestawić 6:00, a ja już nie usnę świetnie. Poszłam do łazienki umyłam zęby, przebrałam się, nałożyłam lekki makijaż, i udałam się do kuchni by zjeść śniadanie, jak zwykle dylemat, co by spożyć. Postawiłam na musli z truskawkami, i jogurtem naturalnym, wpiłam także szklankę soku pomarańczowego. Było około 8:00, chciałam powiedzieć mamie, że wychodzę niestety jeszcze spała, zostawiłam jej kartkę na której poinformowałam ją iż wychodzę i nie wiem o której wrócę, ale będę pod telefonem. Ubrałam czarne rurki, Szarą bluzę z napisem ''BOY'' i białe zniszczone trampki, tak to zdecydowanie mój ulubiony strój wygodny, ale ładny. Wyszłam z domu, początkowo miałam iść do Van, ale wszystkie plany się splątały. Przechodziłam właśnie przez park, gdzie natknęłam się na Maza, moja mina była bez cenna
- Hej, Cześć, bardzo Cię lubię oglądam twoje Vblogi.
O mój boże jak zwykle się zbłaźniłam, ale najważniejsze to nie dać po sobie tego poznać
- O cześć jak tam ? Zapytał uśmiechając się, zauważył moje zaniepokojenie.
- Mam prośbę, możemy porozmawiać? Masz Czas?
- Tak czemu nie.
- a więc znasz Janoskians tak?
- Tak to spoko chłopaki, są fajni przed kamerami i poza nimi.
- Jestem Janoskianator, byłabym w niebo wzięta gdybym mogła ich poznać, spotkać, zobaczyć.
- Aktualnie są w Australii, więc wątpię, by udało Ci się ich tutaj spotkać.
- Lecę do Australii jutro, mieszka tam mój tata.
- O no to świetnie, postaram się Ci pomóc. Jeszcze nikt wcześniej mnie o to nie prosił, ale jeśli to ma spełnić twoje marzenia...
- Jeju jesteś świetny, dziękuję!
- Nie obiecuję, że mi się uda, ale jakby co to możesz na mnie liczyć. Powiedział uśmiechając się.
- A my możemy się przyjaźnić? Zapytałam z nadzieją.
- Tak oczywiście, kto by nie chciał kolegować się z taką miłą, spokojną osóbką.
- Spokojna to ja nie jestem, miła owszem. Odpowiedziałam zadziornie.
Maz pogadał ze mną jeszcze trochę, zostawił mi swój numer telefonu uznał, że jestem całkiem fajna i musimy jeszcze kiedyś pogadać. Było około 10 kiedy skończyłam z nim rozmawiać. Pożegnałam się , i ruszyłam do Van, całą drogę próbowałam sobie uświadomić, że gadałam z nim tak całkiem na luzie, wow. Szybkim krokiem dotarłam do domu Vanessy, musiałam jej wszystko odpowiedzieć, tak zdecydowanie zbyt dużo emocji.
____________________________________________________________________
____________________________________________________________________
____________________________________________________________________
Na razie się wszystko rozkręca to może trochę nudno, ale gwarantuje, że z każdym kolejnym rozdziałem będzie ciekawiej :)
5 komentarzy = 2 rozdział
każdy komentarz mnie motywuje :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


